Pierwsza lekcja filozofii

24 listopada 2016

Uczniowie klas pierwszych Szkoły Podstawowej Paderewski w Lublinie udowodnili, że w każdym drzemie potencjał filozoficzny.

Punktem wyjścia do zajęć było wyjaśnienie:

Kim jest filozof? Dzieci odpowiadały: mądra osoba… ktoś kto cały czas myśli… zastanawia się, jak powstał świat… zapisuje wszystko w książkach… myśli, co dzieje się na całym świecie…

A co trzeba robić, żeby zostać filozofem? Żeby zostać filozofem, trzeba długo siedzieć w szkole.

A czego potrzebują uczniowie klasy 1? Dziecko nie może żyć bez jedzenia… i wody… i tlenu… bez miłości… bez mamy… bez rodziców, bo oni zarabiają

A kiedy dziecko jest szczęśliwe? Wtedy, gdy jest zdrowe… gdy ma mamę i tatę… gdy ma przyjaciół… może się bawić… jest szczęśliwe, bo ma zabawki…

A czy dziecko potrzebuje do życia zabawek? Czy można żyć bez zabawek? Jaką rolę pełnią tutaj wasi rodzice?

I tu obejrzeliśmy filmik, który stal się niejako inspiracją do dalszych filozoficznych rozmów. Animacja „O zabawkach dla dzieci” w reżyserii Hieronima Neumanna, na podstawie 14 Bajek Z Królestwa Lailonii autorstwa Leszka Kołakowskiego. Przewrotna historia o tym, czy rodzice powinni odmawiać dzieciom kupowania zabawek. Po obejrzeniu dzieci wyrażały swoje przemyślenia dotyczące zachowania bohaterki, konieczności kupowania zupełnie niepotrzebnych rzeczy, zabawek… A oto kilka złotych myśli:

Czasami kupuje się zabawki bez sensu, bo one się nie przydają, bez pomysłu, na siłę…

To po co tyle zabawek Pigu kupował (tata Memi – bohaterki), jak potem nie miał na jedzenie…

Przecież wywalą go z domu, bo nie może płacić za dom…

Niepotrzebnie tyle zabawek kupowali mieszkańcy Lailonii i zaraz je niszczyli…

Lepiej wydać pieniądze na wodę, na jedzenie, ubrania, bo to ważniejsze niż jakaś zabawka, tylko czasami na zabawkę…

Lepiej kupić jedną zabawkę porządną, która się nie psuje po jednym dniu…

Jedną zabawkę można kupić na miesiąc… albo na święta, na urodziny, na Gwiazdkę…

Np. lego – bo tak szybko się nie psuje…

Można też samemu sobie zrobić zabawkę, wtedy nie trzeba tak dużo płacić…

Albo można się wymienić zabawkami, jak się komuś znudzi zabawka, to może dać koleżance, a koleżanka może jej oddać swoją…

Można zrobić np. targ książek… można się wymienić książkami…

A przecież dziecko rodzi się bez zabawek, nie wie o nich, nie potrzebuje ich, potrzebuje witamin, jedzenia, picia… no i nie wie, co to zabawka… zabawka to nie witaminy… to zwykły plastik, kawałek metalu… i nawet, jak rodzice mu nie pokażą zabawek, to nie wiedziałby, że są, a i tak by żył, bo nie są one takie ważne dla życia… robiłby coś innego… bawiłby się zabawkami, które rodzice by mu zrobili, a nie kupili… to też fajna zabawa…

Moglibyśmy tak dłuuuugo FILOZOFOWAĆ, także na inne tematy, które po drodze się pojawiały, ale to już opowiastka na inny czas.  ;-)